- Jak to ja.- Uśmiechnąłem się jednym kącikiem ust.- Uuu... orężadka!
Usiadłem obok niej na podłodze i wziąłem kubeczek
- I że nie masz zahamowań...
- Do czego niby? -Spytałem zaciekawiony, patrząc głęboko w jej oczy.
Odwróciła wzrok.
- Ani nie zapukasz, nie pytasz sie czy możesz się napić...
- Uważam to za zbędne. - Uśmiechnąłem się zawadiacko.
Lucy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz