Był zmrok, gdy piłem kolejną szklankę krwi z pępowiny. Słodka.
Poszedłem do łazienki sprawdzić wywar, który dzisiaj zacząłem. Mętny... ale może zadziałać. Schowałem go do szafki i wróciłem do pokoju. Ziewnąłem i już miałem usiąść, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Zniesmaczony wstałem i otworzyłem.
- Co chcesz Lucy?- Zapytałem prosto z mostu.
- Cecile poprosiła bym ja cie, za nią, przeprosiła.- Wyjaśniła, uśmiechając się lekko.
Stałem tak chwilę, nie dowierzając jej wiadomości. Roześmiałem się chłodno, aż Lucy przeszły ciarki.
- Żałosne, naprawde. Nie ma to jak przepraszać przez posłannika. Żal mi jej.- Odparłem bez żadnej dawki uczuć. - Jak chcesz Lucy, oczywiście nie musisz, możesz jej powiedzieć, by najpierw ona zastanowiła się czego chce, a czego nie. A jej przeprosiny przez kogoś, a szczególnie przez CIEBIE, mam głęboko w dupie. A teraz wybacz, ale chcę odpocząć.
Trzasnąłem drzwiami, przed którymi stała oniemiała, nadal, dziewczyna.
Nalałem kolejną szklankę krwi.
- Lalala...
Lucy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz