Napoczątku myślałam, że się zdenerwuje, ale było całkiem przyjemne. Tyle, że dziwnie się czułam tak blisko innych. Z tego pwodu uciekłam od rodziny, a teraz tańcze wolnego z nieznajomym.
- Nie, okazuje się, że nie - uśmiechnełam się. Po kilku tańcach się zmęczyliśmy i usieldliśmy. Ale nie na długo. Zackowi szybko wruciły siły, a mi się zaczynało podobać. Przetańczyliśmy tak do dwunastej w nocy.Wyszliśmy z kluby. Do akademika szliśmy jakąś ciemną alejką. Nagle poczułam czyjąś ręke, na moi ramieniu. Czuła, że to nie był Zac bo śmierdział człowiekiem. Wygladał na złego i czuć było od niego krew innych. Złapaam go za ręke. Moje oczy zrobiły się czerwone. Wykręciłam mu ręke i straciłam kontrole nad sobą. Kiedy oprzytomniałam człowiek nieżył, był cały we krwi, ja także. Chłopak podszedł do mnie.
- Wszytsko dobrze - spytał.
- Nie - powiedziałam ze łzami w oczach - nie jest dobrze.
< Zac>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz