Noc, pierwsza faza księżyca.
Otworzyłem okno w pokoju na maksymalną szerokość i zmieniłem się w białego nietoperza. Wyleciałem na zewnątrz czując przypływ energii. Skierowałem się w stronę pobliskiego lasku.
Po killunastu godzinach latania, ujrzałem stado sarenek, które było pogrążone w śnie.
Czemu by nie spróbować...
Zniżyłem lot i opadłem obok jednej z nich.
Wpiłem się w jej szyję, która ułożona była na ziemii. Nic nie poczuła, nawet nie drgnęła gdy ją dziabnąłem.
Najedzony znów wzbiłem się w powietrze. Przeleciałem nad parkiem, aż w końcu dotarłem do akadrmiku.
Przelatywałem kolejno okna, gdy w jednym z nich zobaczyłem Lucy.
A pokaże jej się. Co mi tam...
Przysiadłem niezauważalnie na patapecie i zastukałem w okno.
Lucy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz