Zastanowiłam się chwilę.
- Ygh, no dobra. Ale jak nas złapią to będzie twoja wina- powiedziałam patrząc na niego i unosząc jedną brew.
- No dobra- mruknął.
Po cichu wyszliśmy na korytarz i wymknęliśmy się schodami pożarowymi.
Gdy byliśmy już na dole, szybko pobiegliśmy niezauważeni w stronę lasu.
Gdy byliśmy już pewni, że nas nie zauważono, usiedliśmy zmęczeni pod
drzewem. Spojrzeliśmy po sobie i zaczęliśmy się śmiać.
- Ej, a co jak odwołają alarm i trzeba będzie wrócić na lekcje, a my nie
będziemy wiedzieli kiedy?- powiedziałam poważnie i spojrzałam na
chłopaka.
<Staff?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz